sobota, 17 maja 2014

ROZDZIAŁ 4

-Pomożesz mi? -pytam Katniss wskazując na wymiotującego Haymitcha. Podchodzimy do niego i  staramy się pozostawić w brzuchach naszą kolację.
-Ohyda- komentuje Katniss. Zgadzam się z nią w stu procentach. Zgodnie bierzemy go pod pachy i stawiamy do pionu.
-Potknąłem się? Coś tu śmierdzi. - komentuje, na co prycham śmiechem. Widzę, jak ręką wyciera resztki wymiocin, które pozostały na twarzy.
-Odprowadzimy pana do przedziału. Spróbujemy pana oczyścić -proponuję. Katniss twierdząco macha głową, Haymitch natomiast postanawia uciąć sobie drzemkę. Zaciągamy go do łazienki i stawiamy przed wanną.
-Dzięki. Dalej sam sobie poradzę. -próbuję grzecznie wyprosić dziewczynę z pokoju. Nie widzę sensu aby pozostała tu ze mną. To... z pewnością byłaby krepująca dla niej sprawa. A po za tym... Chyba nie darzy mnie specjalną sympatią.
-Nie ma sprawy. Mogę przysłać Ci do pomocy kogoś
z Kapitolu- proponuje
-Nie, nie chce ich tutaj -odpowiadam chłodno. Ostatnie co chcę dzisiaj widzieć to pracowników Kapitolu. Doskonale wiem, że pochodzą z dystryktów (a więc są jednymi z nas) i zostali zmuszeni do ciągłego usługiwania nam, udawania że nic się nie dzieje. Widzę jak Katniss wychodzi z pokoju i posyła mi nikły uśmiech na pożegnanie. "Dobre i to" - myślę.
Zdejmuję wszystkie ubrania leżące na Haymitchu, rzucam je na podłogę i wkładam go do wanny. Starannie namydlam jego ciało a moje nozdrza dziękują mi z ulgą. Dlaczego? To jak Haymitch pachnie można by porównać do stajni Augiasza. Już wolę wąchać perfumy Effie niż po kolanach brodzić w wymiocinach. Gorącą wodą spłukuję resztę mydlin. Kiedy nakładam kolejną warstwę mydła rozmyślam o Katniss. Ja, obwiniam cały świat za nieszczęścia jakie mnie spotkały,  kiedy ona cały czas stoi z tym swoim stoickim spokojem. Jest niesamowita. Ma wyjątkowy charakter. Coś czego mi brakuje. A dla mieszkańców Kapitolu.. chyba ... właśnie to się liczy? Jest zwyciężczynią. Nawet moja matka tak stwierdziła. Nie mówiła o mnie. A skoro nie o mnie była mowa ... to o kim?  Może powinien spełnić wolę matki i w jakimś stopniu pomóc jej wygrać? Kiedy spłukuję resztki balsamu z magnolii Haymitch niewiedzący co się dzieje nerwowo łapie mnie za koszulę.
-Spokojnie, to tylko ja. - czuję, jak jego uścisk stopniowo się rozluźnia- chyba musi pan ograniczyć alkohol. -sugeruję
-Nie tobie to oceniać - gniewnie rzuca w moją stronę. - Nie musisz być taki dla mnie. I tak czeka cię nieugięta możliwość bliskiej śmierci a ja ... ja jestem ostatnią osoba która może Ci pomóc.- "pokrzepiające"-myślę
-Jeśli o to panu chodzi to... Nie robię tego z litości albo "podlizania się" panu ...
-Każdy tak mówi. Udowodnij. -łobuzersko się uśmiecha
-Więc... Na igrzyskach może przeżyć jedna osoba.-czy on mnie w ogóle słucha?- Jak słusznie pan zauważył wygrać może tylko jedna osoba. -powtarzam głośniej- chcę aby tą osobą była Katniss. Ma dla kogo żyć i chciałbym...
-Ooo...-przerywa mi- Więc chcesz aby nasza mała "pyskula" uszła z życiem? No nie... nie wierzę... Co roku dostaję dziwne propozycje ale ta! No nie... ona bije wszystkie o głowę! Już Cię lubię!- nie wiem co to ma znaczyć ale czuję że Haymitch nie pomoże mi w moim planie. Postanawiam jednak dać mu szansę i pozwalam mu realizować jego plan.
-Niech pan się ubierze a ja zaniosę te ubrania do pralni -proponuję
-Daj mi to przemyśleć...daj mi to przemyśleć...-mówi- zapłaci za to-dodaje ciszej
-słucham? -nie wiem czy to alkohol czy on tak zawsze się zachowuje
-eee nic. Jutro powiem Ci co wymyśliłem... Widzimy się rano.-macha ręką i nalewa whisky do szklanki. 
-Dziękuję, do zobaczenia- łapię brudne ubrania i kieruję się ku wyjścia. Jedyne co słyszę to jego ciche pomrukiwanie: "oni ich pokochają" Kogo? Nie mam siły myśleć o tym. Grzecznie oddaję do pralni brudne ubrania i kieruję się do swojego przedziału. Biorę szybki prysznic, a z szafy wyciągam przypadkową pidżamę. Ledwo kładę się do łóżka, a Morfeusz raczy mi na nowo przeżywać cały dzisiejszy dzień.

&*&
-Uciekaj, no na co czekasz?! Katniss uciekaj !
&*&


-Peeta! Peeta wstawaj! No już! Dzisiaj przed nami  wielki, wielki dzień! -kapitolka ściąga ze mnie pościel i posyła mnie do łazienki
-dla mnie wielkim dniem byłby powrót do domu. To co tutaj się dzieje mógłbym jedynie określić ...wielkim koszmarem-stwierdzam ponuro
-pesymista! Kto wie, a może ty za dwa tygodnie będziesz się kąpać w pieniądzach! Jak ja! Hahahahaha -Effie śmieje się tak głośno że odechciewa mi się już spać.  Czy ona w ogóle ma rozum?
Idę do łazienki i próbuje się ogarnąć.  Nakładam pierwszą lepszą koszulkę oraz spodnie i kieruje się ku wagonu restauracyjnego. 
Z daleka słyszę już piskliwy głos kapitolki.
-witam witam naszego Romea!- woła Haymitch. Romeo? O co mu chodzi?-proszę siadaj!- uśmiecha się - myślałem nad tym ... no wiesz - mówi po czym głową macha w stronę przedziału Katniss
-domyślam się -uśmiecham się po czym kieruję wzrok na suto zastawiony stół.  Łapię za bułkę oraz marmoladę. Od razu zatapiam swoje zęby w bułce- więc... Co pan wymyślił ?
-spokojnie spokojnie... -macha ręką-bo jeszcze nasza kruszynka usłyszy! -śmieje się na cały głos
-jaka kruszynka?  -pyta Effie po czym głośno zaczyna przeklinać. Na jej sukience widnieje kilka czarnych plam po kawie. Haymitch znowu głośno się śmieje. Nie powiem, widok rozzłoszczonej kapitolki także mnie rozśmieszył. Poważnieje jednak, kiedy do przedziału wchodzi Katniss. Nie wiem co zrobić.  Zakłopotany łapię za bułkę i wkładam do niej plasterek szynki. 
-Chodź, siadaj!  -woła Haymitch
Katniss niepewnie siada obok naszego mentora a obsługa od razu stawia przed nią góry omletów, gotowanych jajek i tostów. Jeśli dzisiaj znowu będziemy tyle jeść co wczoraj nasze brzuchy pękną. Z drugiej strony jesteśmy tak chudzi że nasze ciała potrzebują trochę wzmocnienia. Kiedy kończę swoją bułkę, widzę jak Katniss przygląda się brązowemu napojowu
-to gorąca czekolada- wskazuję na napój - smaczna- dodaję.
Także biorę do ręki kubek gorącej czekolady a resztki bułki która mi została maczam w napoju. Kiedy kończymy śniadanie, a nasze brzuchy są pełne Katniss zwraca się do Haymitcha.
-Podobno ma pan udzielać nam rad-niepewnie rzuca w jego stronę
-Oto rada. Nie dajcie się zabić -odpowiada, po czym śmieje. Jedyne co wyczuwam w jego głosie to ironię. Wymieniam niepewne spojrzenia z Katniss. Nie mija sekunda a odwraca wzrok. Co ze mną jest nie tak? Na upust swoich emocji mówię do Haymitcha tym samym głosem:
-Jakie to śmieszne- już lepiej poradziłaby sobie moja mama w roli mentorki. Do tego ten alkohol. Wytrącam szklankę z trunkiem z ręki mentora. Ten jakby przygotowany na mój ruch przechyla ręką w prawą stronę i zahacza o mój nadgarstek. Szklanka rozpryskuje się na kilka części, a alkohol rozlewa się na cały przedział. - ale nie dla nas - dodaję jeszcze bardziej zdenerwowany.
Haymitch z niedowierzaniem spogląda w moją stronę. Tylko przez chwilę ... bo zaraz po tym czuję, jak poważnie  obrywam w szczękę. Zamykam oczy i przygotowuję się na kolejny cios tyle że nie następuje. Otwieram je jednak kiedy słyszę dźwięk wbijającego się noża do stołu. Spoglądam w stronę Katniss z nie dowierzaniem, bo ta bez żadnych wyrzutów sumienia trzyma nóż między palcami mentora.
-I co to ma być?-pyta. -W tym roku trafili mi się wojownicy?
Czuję jak skóra na policzku mnie pali, więc kieruję się w stronę pojemnika z lodem. Drogę zagradza mi jednak Haymitch, który tylko dodaje: "Nie, niech się zrobi siniak. Widzowie uznają, że wdałeś się w bójkę z innym trybutem, zanim jeszcze wszedłeś na arenę"
-To wbrew zasadom -odpowiadam po czym siadam na kanapie poza zasięgiem dłoni mentora
-Tylko jeśli cię przyłapią. Siniak będzie świadczył o tym, że walczyłeś, a w dodatku nie dałeś się złapać. Dobrze się składa. -teatralnie przewraca wzrok ku Katniss- Potrafisz zrobić z tym nożem coś więcej poza dziurawieniem stołu?
Zaczyna się - myślę. Katniss wstaje, zabiera nóż i macha nim w różne strony. Na koniec rzuca nim w ścianę i odwraca się w stronę mentora. On, widząc popisy dziewczyny macha w naszą stronę.
-Przejdźcie tu. Oboje- mówi. Posłusznie podchodzę do niego bo nie chcę, aby inna moja część ciała oberwała. Haymitch uważnie na nas patrzy po czym chwyta raz to moje barki a raz mięśnie przedramienia Katniss. -Nie jesteście bez szans. Chyba macie niezłą kondycję. Po wizycie zrobi się z was atrakcyjna para. Haymitch wyraźnie chce coś dodać. Obserwujemy jego zachwanie i zastanawiamy się co się z nim dzieje. Po chwili jednak staje i gapi się na nas tym swoim wzrokiem.
-dobra, dogadajmy się -mówi -wy nie będziecie przeszkadzać mi pić, a ja będę na tyle trzeźwy, żeby wam pomóc.  Musicie tylko robić dokładnie to, co wam powiem.
Tylko czy my przeżyjemy jego propozycje... widząc zdezorientowaną minę Katniss zgadzam się na jego warunki.
Katniss chyba chce zbadać intencje Haymitcha, bo za chwilę dodaje:
-Skoro ma pan nas wspierać, to proszę powiedzieć, co powinniśmy zrobić na arenie. Jaka jest najlepsza strategia przy Rogu Obfitości, jeśli ktoś ...
-Po kolei. Za kilka minut wjedziemy na dworzec. Styliści wezmą was w obroty i nie spodoba wam się to, co zobaczycie w lustrze. Mimo wszystko nie protestujcie.
Chwilę ... nie spodoba nam się? co to może znaczyć?
-zaraz, zaraz ... - Katniss próbuje wytłumaczyć sytuację
-Żadne zaraz. Nie wolno wam protestować - powtarza Haymitch.
Nie daje nam już o nic więcej zapytać, bo ucieka do innego przedziału z butelką wina. Przez chwilę jedziemy w ciszy trawiąc jego słowa. Światło gaśnie i pociąg wjeżdża do tunelu. Stoimy w ciemności o wiele za długo. Kiedy niespodziewanie zaczynam myśleć jak głęboko znajdujemy się pod ziemią,
światło błękitnego nieba ślepi nas prosto w oczy. Podbiegamy do okna i przyglądamy się stolicy Panem. Ogromne budynki, okazałe wieżowce. Próbuję nasycić się tym widokiem, niestety prędkość pociągu mi to zakłóca. Pojazd wjeżdża na peron, a grupa ludzi ubranych w jaskrawych ubraniach wiwatuje na naszą cześć. Katniss oddala się od okna, a ja uważnie przyglądam się mieszkańcom Kapitolu.
Kiedy mnie widzą, machają w moją stronę i krzyczą swoimi piskliwymi głosami. Odmacham im z uśmiechem po czym spoglądam na dziewczynę. Czuję jej palący wzrok na mojej ręce. 
-Kto wie? Ktoś z nich może być bogaty. -wzruszam rękami i z powrotem wbijam wzrok w szybę. Nie mogę dłużej znieść dziwnego zachowania Katniss. Pomagam jej a ona to ignoruje. Może czas pomyśleć o swoich życiu?

niedziela, 9 marca 2014

LIEBSTER BLOG AVARD ! ;)

Zostałam nominowana do LBA przez Rosess-Mary oraz Julkę ;)) 
Baaaaardzzo dziękuję ; **

Co to jest LBA?
Jest to nominacja otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania "za dobrze wykonaną robotę". Nominacja jest przyznawana blogom o mniejszej ilości obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Zasady LBA: Należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która cię nominowała. Potem trzeb wybrać kolejne 11 osób i ich o tym poinformować.

Pytania, które dostałam od Rosess-Mary

1. Co skłoniło cię do założenia tego bloga?

Myśl : " Fajnie by było jakby ktoś napisał igrzyska z perspektywy Peety ; d

2.Jak postrzegasz świat?
Zależy od dnia ;) Jak każdy czasami mam ochotę zaszyć się gdzieś gdzie nikt mnie znajdzie ale staram się spoglądać na świat w pozytywnych barwach ;)
3.Jesteś pesymistą, optymistą czy realistą?
Realistą ; c
4.Jakieś muzyki słuchasz?
Dubstep ;))
5.Czytasz dużo książek?
Kiedy mam czas to tak ;)
6.Co sądzisz o bloggerze, jako stronie?
Fajna sprawa ; 3 Można rozwijać wyobraźnię ;)
7.Czym zajmujesz się w czasie wolnym?
Myśleniem o Joshu  ; d
Nie no.. kiedy już mam wolny czas to jestem padnięta i wycieńczona psychicznie po szkole ;d  
8.Obchodzisz walentynki?
Nie ;)
9.Lato czy zima?
To i to ;)
Lato bo wakacje, zimę bo sporty zimowe ; 33
10.Jakie jest twoje motto życiowe?
Nie przejmuj się opinią innych ludzi na twój temat ;)
11.Co czułaś/eś, gdy zostałaś/eś nominowana/y do LBA?
"Jestę Krejzolę " ; D
12.Do czego dążysz w życiu, co chcesz osiągnąć najbardziej?
Chcę być w pełni szczęśliwa ;)
13.Kto jest twoim idolem i dlaczego?
Josh Hutcherson i  Jennifer lawrence ;))
Cieszą się życiem i są meeeeeegaaaa zabawni <333


Pytania które dostałam od Julki ;)

1. Co was inspiruje?
Nie co tylko kto ;D
Josh :D
2. Co zachęciło was do napisania opowiadania?

Nie mam pojęcia ;D
3. Ulubiony cytat?

"-Your family needs you. You have to live for them
-Whats about you?
-Nobody needs me
-I do, I need you" <3

4. Najgorsza rzecz, jaką usłyszeliście od jakiejś osoby?
Nie przypominam sobie ;d
5. Wasze hobby?

Biegi <3
6. Najlepsze zdarzenie w waszym życiu?

Dzień kiedy dostałam trylogię IŚ<3
7. Książka lub film, która dała wam do myślenia?

Igrzyska, Slumdog
8. Uważacie, że ludziom można ufać?

Można, ale nie bezgranicznie.
9. Wolicie czytać książki czy oglądać filmy?

To i to sprawia mi taką samą frajdę ;d
10. Postać z filmu/ książki którą podziwiacie?

Katniss ;)
11. Potraficie zawsze wyrażać swoją opinię?
 

Myślę że tak ;d 

Moje pytania:
1. Ulubiona postać z Igrzysk Śmierci, W Pierścieniu Ognia oraz z Kosogłosa?
2. Ulubiony część trylogii Igrzysk Śmierci ?
3. Twój ulubiony zawodnik/zawodniczka sportowy z kraju i za granicy?
4. Ulubiona książka ?
5. Ulubiony film ?
6. Co lubisz robić w wolnym czasie ?
7. Ulubiony aktor i aktorka?
8. Ulubiona piosenka?
9. Najlepszy film na jakim byłaś/eś w kinie?
10. Co u ciebie? :D

NOMINOWANI !
1. http://poznajac-prawde-o-sobie.blogspot.com/
2. http://skokwprzeznaczenie.blogspot.com/
3. http://naekranachwpanem.blogspot.com/
4. http://sweet--sound.tumblr.com/spis-tresci 
5. http://scratchthecloud.blogspot.com

niedziela, 2 marca 2014

ROZDZIAŁ 3

Opadam na fotel obity aksamitem. Ręce samoczynnie przykładam do twarzy. Chce mi się krzyczeć. Chcę, aby cały dystrykt wiedział jak bardzo cierpimy. Nie wiem co zrobi Katniss, ale ja nie będę kolejną ofiarą Kapitolu. To, że wylosowali mnie na rzeź, nie oznacza że będę w niej uczestniczyć.
Do luksusowego pomieszczenia wchodzą moi rodzice.
Strażnik pokoju informuje nas o trzech minutach widzenia. Omijam matkę i przytulam ojca. Wiem, że to ona trzymała mnie pod sercem dziewięć miesięcy, ale nie mam ochoty przypominać sobie sytuacje, kiedy mnie oczerniała czy biła. Nie radziła sobie z sytuacją jaka dzieje się w dystrykcie. Swoje emocje rozładowywała na mnie.
-Tato, tak bardzo Cię kocham. Chcę abyś wiedział to przed tym co zobaczycie - przed ich wejściem układałem pożegnalną przemowę. Wszystkie słowa uleciały wraz z otwierającymi się drzwiami.
-Będzie dobrze, pamiętaj że Cię kocham-uwalnia mnie z uścisku i wkłada rękę do spodni- masz- wyjmuje białą paczuszkę z ciastkami- to na drogę.
-Dziękuję tato - kątem oka spoglądam na matkę. Stoi oparta o parapet i bacznie nam się przygląda.
-Pamiętaj. Cokolwiek się stanie - zawiesił głos - cokolwiek się stanie, zawszę będę z ciebie dumny - jeszcze raz mocno go przytuliłem -A teraz muszę iść do Katniss poinformować ją że zajmę się Prim. Do zobaczenia Peeta - całuje mnie w czoło i znika za drewnianymi drzwiami.
Obróciłem się i spoglądam prosto w oczy matki. O dziwo zrobiła to samo.
- A mnie? -pyta matka
- A mnie co?
- Czy mnie też kochasz? - spytała obojętnie
- Kiedyś tak- na chwilę zawieszam głos- teraz już nie wiem- mówię po czym gryzę się w język. Matka poczerwieniała na twarzy wyraźnie zdenerwowana.
- Jak można tak mówić matce w ostatni dzień spotkania z swoim dzieckiem? -krzyczy- poświęciłam Ci całe swoje życie a ty tak się odwdzięczasz? 
-Gdybyś inaczej się zachowywała...- próbuję jej wyjaśnić moje zachowanie
-Zresztą co to za różnica? I tak jest silniejsza. Przeżyje, poradzi sobie. To urodzona zwyciężczyni- mamrocze pod nosem
-Co ty wygadujesz?
- Mam na myśli że dwunastka ma szansę wygrać.-w tym samym momencie wchodzi strażnik pokoju  i zabiera mamę z pokoju.
-Nie mam żadnych szans! Rozumiesz?! - krzyczę
- Miałam na myśli że ... - jej głos urywa się na skutek zamkniętych drzwi. Co miała na myśli? Kto sobie poradzi? Doskonale wie, że jestem słaby. Za słaby na nich. Z biegiem czasu znaczenie jej słów dochodzi do mnie. Nie chodzi o mnie, tylko o nią ... Odpędzam od siebie te myśli i falę łez wypływających z moich oczu.
Następnie przychodzą moi znajomi. Siadają na kanapie i milczą przez jakiś czas.
-Zbierzemy pieniądze. Nie damy Ci umrzeć - mówi Ed
-Właśnie- przytakuje John
-Nie jesteście w stanie nazbierać tyle pieniędzy- odpowiadam ponuro- zresztą i co mi to da? I tak umrę. Jak nie z ręki zawodowców to ... - urywam.
-Nie mów tak. My w ciebie wierzymy. Rozumiesz? Nie uznajemy innej opcji jak twój powrót do domu.
-Chyba musicie już iść. - nie chcę słuchać tych bredni.
-Trzymaj się -odpowiadają zgodnie, klepią w ramię i odchodzą.
Kiedy strażnicy wchodzą do pokoju łzy lecą już strumieniami. Wprowadzają nas do samochodu. Jechałem już kiedyś takim, no może większym. Zeszłego lata Kapitol odbierał on nas wielkie zamówienie.
Mam w nosie jak wyglądam. Niech wszyscy zobaczą, że igrzyska to nie zabawa, a cierpienie. Stoimy przed wejściem dobre kilka minut, bo dziennikarze muszą się na nas napatrzeć. Spoglądam na moją towarzyszkę. Ale ze mnie dziecko. Płaczę, podczas gdy Katniss patrzy na nich z kamiennym wyrazem twarzy. Ocieram łzy o koszulę i wchodzę do pociągu.
Ściany w kolorze błękitnego nieba i meble obite satyną przyciągają moją uwagę. Effie Trinket informuje mnie o kolacji . Wchodzę do swojego przedziału. Po drodze spotykam naszego mentora.
-ehhh... - widocznie się zatoczył - Idę spać- oznajmił - powiedz naszej "ślicznotce" że mnie nie będzie.
-okej- odpowiadam niepewnie i znikam do swojego przedziału. Rzucam się na łóżko i wsłuchuję w dźwięk tykającej wskazówki zegara. Dzisiejszy dzień mogę uznać za najgorszy w życiu. Dożynki, Katniss, Mama, Effie. To wszystko wywołuje u mnie krzyk, który nie jestem w stanie wydusić ze swojego gardła.
Piętnaście minut przed wyznaczonym przez Effie czasie przychodzę do jadalni. Spoglądam na suto zastawiony stół. Chciałbym dowiedzieć się więcej o technice wypiekanych tu ciast. Po kwadransie przychodzi kapitolka z Katniss.
-Gdzie się podziewa Haymitch? -pyta
-Kiedy go ostatnio widziałem, wspominał, że idzie uciąć sobie drzemkę - rzucam tylko i smaruję chleb dżemem.
- Miał ciężki dzień- wzdycha i siada naprzeciwko mnie
Podczas obszernej kolacji Effie komentuje nasz sposób jedzenia.
- Przynajmniej umiecie się zachować przy stole, w ubiegłym roku trafiła mi się para, która jadła wszystko rękami, jak dziwacy. Ich widok przyprawił mnie o niestrawność.
Kiwam tylko głową, bo czuję że zaraz zwymiotuję. Nadmiar jedzenia źle robi na mój żołądek. Spoglądam na Katniss. Ta również już zielonkawa chwyta kawałek kurczaka do ręki, a brudne od tłuszczu ręce wyciera o obrus. Widzę jak Effie mocno zaciska usta.
Po kolacji przechodzimy do przedziału z wielkim telewizorem. Oglądamy losowania nie tylko z naszego dystryktu.
To pierwsza okazja aby poznać naszych rywali. Marvel, Glimmer, Cato i Clove to trybuci z pierwszego i drugiego dystryktu. Później cała chmara płaczących dzieci. "Przynajmniej nie jestem sam" - myślę. Przed nami był Tresh i Rue - trybuci z jedenastki. Na koniec my. Zamykam powieki. Nie chcę ponownie przeżywać tamtych zdarzeń. Otwieram oczy dopiero kiedy słyszę krótką uwagę kapitolki.
- Wasz mentor musi się sporo nauczyć o sztuce prezentacji. Nie ma pojęcia o zachowaniu przed kamerami - parska z pogardą
-Był pijany. Upija się co roku.
-Codziennie - dodaje dziewczyna na co z uśmiechem przyznaję jej rację.
-Ciekawe - odzywa się Effie -czy to nie dziwne, że tak dobrze się bawicie? Wiadomo, że podczas igrzysk mentor będzie pomostem między wami a światem. On posłuży wam radą, dotrze do sponsorów, zadecyduje o wręczaniu prezentów. Haymitch zapewne przesądzi o waszym życiu lub śmierci!- oburzona zamyka się, bo nasz mentor właśnie wszedł do przedziału.
-Przegapiłem kolację?- pyta po czym wymiotuje na dywan.
-Teraz się pośmiejcie - dodaje Effie i ucieka do innego przedziału.

niedziela, 23 lutego 2014

ROZDZIAŁ 2

Młodsza siostra Katniss Everdeen została  wybrana na walkę o śmierć i życie. Małe, niczego sobie winne dziecko, zostaje skazane na pewną śmierć. Odwracam się w stronę mojego ojca. Widzę jego łzy i jak swoje paznokcie wtapia w swoje chude ciało. Doskonale wiem, ile dla niego znaczy. Jak bardzo ją kocha, pomimo że nie jest jego dzieckiem. Wiele razy opowiadał mi o jej rodzinie. Opowiadał mi o swojej pierwszej miłości, jaką była jej matka. Pochodziła z bogatej rodziny. "Zawsze wyróżniała się z pośród wszystkich dziewczyn. Wyglądała tak samo jak Prim teraz" -mówił. "Chyba jako jedyna posiadała blond włosy i te niewinne niebieskie oczy w naszym dystrykcie." Jednak ona wybrała innego. Podobno kiedy śpiewał, wszystkie ptaki uważnie go słuchały i odpowiadały mu równie melodyjnym głosem. "Nic dziwnego.. sam bym go wybrał. Co taka dziewczyna może widzieć w zwykłym piekarzu?" -pytał mnie. Byłem taki podobny do ojca. Nie tylko pod względem wyglądu, ale także charakteru. Kochałem Katniss, lecz ona chyba woli kogoś innego. Podobno historia lubi się powtarzać...

Widzę jak Prim podchodzi do sceny, jak jest blada. Poprawia kawałek bluzki, która wysunęła jej się z spódnicy.
-Prim!-krzyczy jej starsza siostra. Biegnie w jej stronę i mocno ją przytula-zgłaszam się na ochotnika!- krzyczy- Chcę być trybutem!
Nie mogę uwierzyć. Czy wie, że zgłasza się na pewną śmierć? Siostra zgłasza się za drugą, by ją chronić. Mój brat nigdy by tego nie zrobił.
Przyłapuję się jak z niedowierzaniem rozchylam usta. Momentalnie zamykam je i przyglądam się wydarzeniom jakie właśnie się dzieją.
Effie Trinket wyraźnie usatysfakcjonowana podchodzi do mikrofonu.
-Wyśmienicie! Pozostaje tylko jeden drobiazg ... Trzeba najpierw przedstawić zwycięzcę dożynek, a dopiero potem zapytać o ochotników. Jeśli ktoś się zgłosi, wówczas my ...
-Jakie to ma znaczenie?-burmistrz zwraca się do kapitolki. W jego głosie słyszę pogardę- Niech podejdzie.
-Nie, Katniss! Nie! Nie możesz odejść!-słyszę wrzask Prim. Przytula siostrę.
-Prim, puść mnie-odpowiada cichym, lecz drżącym głosem.-Puść!
Na środek placu wchodzi Gale i łapie Prim za biodra. Ta wyraźnie niezadowolona wyrywa się z jego objęć.
-Idź, Kotna.- Mówi do Katniss i zabiera dziecko do mamy.
-Proszę, proszę, brawo!-cieszy się nasza mentorka-jak się nazywasz?
-Katniss Everdeen- odpowiada, a jej oczy błądzą w kierunku jej siostry.
-Idę o zakład, że wylosowałam twoją siostrę. Nie chcesz, aby całą chwałę zgarnęła dla siebie, co? Nagrodźmy wszyscy gromkimi brawami naszego nowego trybuta !- piszczy kapitolka
 Żaden z nas obecnych nie zamierza spełnić zachcianki pani Trinket. Zamiast tego, przykładamy  palec wskazujący, środkowy i serdeczny lewej ręki do ust i wyciągamy w stronę sceny. Tym gestem okazujemy podziw. Katniss wyraźnie zmieszana. nie wie co zrobić. Haymitch chwiejnym krokiem podchodzi do niej i ją obejmuje.
-Patrzcie państwo! Tylko patrzcie! Ona mi się podoba! Ma mnóstwo ... hartu ducha! Więcej od was-krzyczy z pogardą w stronę kamery.
Nie wierzę! Haymitch prowokuje Kapitol! Nie ujdzie mu to na sucho- myślę. Strażnicy pokoju wynoszą go za scenę a Effie Trinket podchodzi do mównicy.
-Dzień pełen emocji! -piszczy do mikrofonu- za chwilę znowu mocne wrażenia! Pora wybrać trybuta spośród chłopców.
Odruchowo ręce zacisnąłem w pięść i chowam je za plecy. Tym razem Effie chwyta pierwszy lepszy kawałek papieru i wraca na mównicę.
-Peeta Mellark!
Tyle razy śniła mi się ta sytuacja, lecz sen zawsze urywał się kiedy kapitolka wymawiała moje nazwisko. Mocno zaciskam powieki i szczypię się w rękę, najmocniej jak potrafię. Kiedy otwieram oczy łzy samoczynnie ulatują z oczu. Zdaję sobie sprawę że to nie moje wyobrażenia, a rzeczywistość.
Wchodzę na scenę z brakiem nadziei że ktoś zgłosi się za mnie. "Muszę pogodzić się ze śmiercią" -myślę.
Zajmuję miejsce obok kapitolki i czekam na pytania.
-Oh... jaki przystojniak z Ciebie- odwraca wzrok ode mnie- czy jest ktoś kto chciałby zgłosić się na ochotnika za tego miłego młodzieńca?- pyta publiczność.
Odpowiedzią jest głucha cisza. Patrzę na mojego brata. Nawet nie ma za grosz odwagi na mnie spojrzeć. Typowe.
Zajmuję miejsce obok trybutki. Jedne jej spojrzenie sprawia że doskonale przypominam sobie nasze spotkanie.
Było to jakieś pięć lat temu. Miałem wtedy jedenaście lat. Pewnego wiosennego dnia udałem się do piekarni aby pomóc moim rodzicom w pracy. Właśnie  wyciągałem chleb z pieca, kiedy usłyszałem krzyk mojej mamy.
-Czego tu chcesz?! Wynoś się stąd!
Pobiegłem na tył piekarni i zobaczyłem
sprawcę tego zdarzenia. Katniss ledwo żywa zamykała kubeł z śmieciami pokrywą i cofnęła się o parę kroków. Zrobiło mi się jej żal. Była po prostu głodna, jak większość w tym dystrykcie. Nie chciałem żeby umarła. Nie chciałem, aby dziewczynka która niegdyś słodko śpiewała piosenkę w pierwszej klasie umarła. Wróciłem do piekarni i świadomy konsekwencji wrzuciłem dwa bochenki chleba do pieca. Wyjąłem spalony chleb i położyłem na mały stolik. Spojrzałem na matkę.
-Czyś ty już do reszty zwariował? Nie wierzę, że urodziłam takie głupie dziecko!- te słowa zabolały bardziej niż jej uderzenie wymierzone w mój policzek-jesteś takim idiotą !-ciągnęła -na co się patrzysz?! Idź, daj ten chleb świniom, przecież teraz nikt go nie kupi!

Szybko zabrałem lewą ręką bochenki, a prawą przyłożyłem do mojego policzka. Poczułem palący ból na twarzy a głowa niemiłosiernie dawała znać o swoim istnieniu. Wyszedłem z piekarni i pognałem za zagrodę z świniami. Wystraszona dziewczyna nie wiedziała co zrobić.
-Rzuć to świni ty durna istoto!- krzyczała moja mama- zmarnowany chleb, nikt przy zdrowych zmysłach go nie kupi !
Popatrzyła jeszcze przez chwilę na mnie, lecz po chwili znikła, bo dobiegający z piekarni sygnał symbolizował przybywającego klienta.
Nie miałem odwagi na nią popatrzeć. Jeszcze raz spojrzałem w kierunku budynku i rzuciłem dwa bochenki w jej stronę. Od razu pobiegłem do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.

Momentalnie oderwałem się od wspomnień, a moja prawa ręka powędrowała ku mojemu policzku. Burmistrz skończył swoje przemówienie i dał nam znak abyśmy uścisnęli sobie dłonie. Spojrzałem jej głęboko w oczy i złapałem ją pewnie za rękę.
Jej dłoń była ciepła co wywołało u mnie nerwowy skurcz.
Odwracamy się do publiczności i słuchamy hymnu Panem, który wypływa z głośników.
Rozmyślam o igrzyskach. Mam nadzieję, że na arenie nie trafi mnie strzała wypuszczona z jej dłoni.

sobota, 22 lutego 2014

ROZDZIAŁ 1

Próbuję przezwyciężyć ochotę pozostania w łóżku. Dziś, jeden z nielicznych dni wolnych od pracy. Niestety w zawodzie piekarza nie ma chwili wytchnienia. Ciepło płynące z wnętrza kołdry wypełnionej silikonem zwycięża. Zamykam oczy i odpływam. Ledwo zdążę się opamiętać, a mniejsza wskazówka zegara zbliża się do cyferki z numerem 5. 4:45, cudownie- myślę. Szybko wyskakuję z łóżka i ubieram ubranie robocze. W piekarni miałem być godzinę temu. Konsekwencje będą nieuniknione. Tak! Oto ja, Peeta Mellark, głodzony przez Kapitol i bity przez własną matkę! "Ogarnij się" - myślę. "To nie w twoim stylu. To wszystko przez dzisiejszy dzień.Tak, każdy tak ma"- próbuję usprawiedliwić swoje zachowanie.
Kiedy docieram do piekarni od razu słyszę kroki matki.
- Tym razem Ci odpuszczę - jej słowa, jak zwykle surowe, wypowiadane zawsze tym samym chłodnym głosem.-nie dzisiaj.- dodaje i ucieka do stanowiska wyrabiania kruchego ciasta. Podchodzę do jednego z naszych piecy. Pogrążony pracą rozmyślam co przyniesie dzisiejszy dzień oraz o odmiennym zachowaniu matki.
"Jej zachowanie jest w pełni wytłumaczalne" -myślę. Dziś dożynki. Są nieodłącznym elementem głodowych igrzysk. Sprawa tej "imprezy" jest prosta. Każdy z dwunastu dystryktów ma obowiązek dostarczyć daninę w postaci dwojga uczestników, chłopaka i dziewczyny. Zostają wylosowani w dniu dożynek, czyli dzisiaj dokładnie o godzinie 14:00. Osoby te stają się trybutami, trafiają na arenę gdzie walczą o swoje życie. 23 osoby podczas pobytu na arenie umierają, jedna uchodzi z życiem.
Dlaczego powstały głodowe igrzyska? Ponad wiek temu te państwo nazywało się inaczej. W Ameryce Północnej wystąpiło wiele katastrof takie jak: susze, pożary i wiele innych strasznych rzeczy. Każdy walczył o przetrwanie. Wiele osób biło się o resztki jedzenia. W wyniku tego powstało państwo w którym żyjemy. Radość ludzi z powodu dobrobytu nie miała końca. Lecz państwo te było zachłanne i podczas Mrocznych Dni utworzyło trzynaście dystryktów. Ostatni, nie zgodził się na to, co skończyło się dla nich brutalnie. Zdetonowali cały dystrykt. Reszta mieszkańców w Panem z obawy przed podobnymi czynami Kapitolu zgodziła się. Władze państwa nie mogły pozwolić na podobne czyny, dlatego utworzyli więc Traktat o zdradzie. Kapitol utworzył umowę z dystryktami. On, da im spokój oraz nowe prawa, ale w zamian dla przypomnienia, że mroczne dni nigdy nie mogą się powtórzyć, co rok będą organizować Igrzyska.
Okrutne, ale nikt ani nic tego nie zmieni. Kapitol jest niezniszczalny i każdy o tym wie.
-Jak się czujesz? -z rozmyśleń wyrywa mnie mój ojciec.
-Tak jak każdy dzisiaj. Mam złe przeczucie że trafi na kogoś kogo kocham-wyznaję

-Nie mów tak! Wszystko będzie dobrze. -przytula mnie i całuje w czoło.- a teraz zmykaj do domu na śniadanie. Dokończę pracę za ciebie
-Ale mama ...- próbuję mu przypomnieć o poprzedniej sytuacji wyręczenia mnie z pracy.
- Dzisiaj nawet ona to zrozumie. Peeta.- zmienia ton głosu na niższy.- Spróbuj ją zrozumieć. To był dla niej ciężki okres. Dwa miesiące temu zmarła jej matka... a wiesz, ile dla niej znaczyła. Obiecuję Ci, że z nią porozmawiam.
-Rozumiem, dzięki tato
-Masz, trzymaj bułki, dopiero co wyciągnąłem z pieca.
Dla piekarza nie powinno być to nowością. Wiele ludzi sądzi, że nie doskwiera nam głód. Nie wiele osób jednak wie, że nie możemy jeść tego co produkujemy w piekarni. Dostajemy je dopiero w ostatnim dniu daty spożycia. A to, nie dobrze wpływa na nasz żołądek.
Około godziny 10:00 wychodzę z piekarni. Zawracam, jednak bo z naprzeciwka pojawiają się dwie znane mi sylwetki. Katniss Everdeen oraz Gale Hawthorne, j
ej towarzysz w polowaniach. Wskakuję na jedną z skrzynek i podpatruję ich przez małe okienko w drzwiach. W ręku trzymają tuzin ryb, torbę (chyba z zieleniną) oraz poziomki. Znowu tam byli - myślę. Wiele razy rozmyślałem już na temat przekroczenia dwunastego dystryktu. Zawsze jednak, kiedy dochodziłem do polany ogarniał mnie paniczny strach i biegiem wracałem do domu. Ona robi to regularnie. Nie boi się, chyba niczego.
Kiedy znikli z mojego pola widzenia, wychodzę z piekarni i biegiem wracam do domu. Pośpiesznie jem śniadanie ( co było trudne, bo każdy kęs powodował, że tkwił mi w gardle), myję się i przebieram w odświętne ubranie. Dlaczego akurat takie? To kolejny warunek Kapitolu. Mamy traktować Igrzyska tak samo jak np. święta. Żałosne.
Punktualnie o pierwszej wyruszamy na rynek pałacu sprawiedliwości. Ja, z moim młodszym bratem idziemy podpisać się na liście obecności. Pozostali członkowie mojej rodziny podchodzą do wytyczonego dla nich sektora. Jako że mam 16 lat stoję w samym środku gromady chłopaków w wieku od 12 do 18 roku życia. Rozpoznaję twarze moich znajomych. Niezauważalnie kiwam im głową na powitanie, po czym mój wzrok kieruję na wypastowane buty. Tuż przed godziną 14:00 plac jest już zapełniony.
W końcu postanawiam popatrzeć na wybudowaną wczoraj scenę.

Stoją tam trzy fotele, mównica oraz dwie szklane kule (rzecz jasne w jednej z niej znajduje się pięć kartek z moim nazwiskiem). W pierwszym fotelu zasiada burmistrz naszego dystryktu, w drugim Effie Trinket, opiekunka trybutów. Typowa kapitolka. W tym roku ma różowe włosy oraz zielony kostium. W trzecim fotelu powinien zasiąść nasz mentor, Haymitch. Z pewnością teraz pije i śpiewa serenady na swoją cześć. Na mównicę wkracza burmistrz. Opowiada o dziejach naszego państwa. Nie mogę tego słuchać. Aby czymś się zająć nerwowo zaczynam kopać w mały kamyk, który leży obok mojej prawej stopy, do momentu gdy huk opadającego ciała na ziemię przeszywa moje ciało. To Haymitch Abernathy. Z trudem wstaje i opada na fotel wypełniony aksamitem.

Kiedy słyszę niemrawe oklaski swój wzrok kieruję ku kapitolki i uważnie śledzę każdy jej krok. Effie powędrowała na środek mównicy wymawiając swoje sławne: " Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja!" Wzdycham ciężko i spoglądam na moją rodzinę. Ojciec, jak zawsze zamartwia się nami. Mama nawet nie miała odwagi spojrzeć na scenę, a co dopiero na nas. Ponownie patrzę na scenę. Kapitolka podążała już do jednej z szklanych
kul. Rzuciła tylko "Damy mają pierwszeństwo" i od razu zatopiła rękę w stos karteczek łapiąc jedną z samego dołu. Wszyscy zgodnie wstrzymujemy oddech i czekamy na wyrok. Na te słowa jednak nie byłem przygotowany.
- Primrose Everdeen

środa, 1 stycznia 2014

PROLOG

Nazywam się Peeta Mellark. Mam 16 lat. Jestem średniego wzrostu oraz jak to wszyscy twierdzą "mocnej budowy ciała". Mam blond włosy i niebieskie oczy. Pochodzę z kraju, które zwie się Panem. Kiedyś, czyli za czasów moich pradziadków nazywało się inaczej, bo Ameryką Północną. Podobno wtedy, można było wyjść poza okręg miasta, bo nie było tam ogrodzenia z drutu kolczastego pod ciągłym (lub prawie) napięciem. To podobno tam, można było zwiedzać inne miejscowości, bo żaden Strażnik Pokoju nas nie pilnował. Po prostu można było cieszyć się życiem. Dziś wszystko wygląda inaczej. Państwo składa się z dwunastu dystryktów na czele z Kapitolem. Każdy z nich specjalizuje się jakąś dziedziną. Ja, pochodzę z "dwunastki", czyli zajmujemy się wydobywaniem węgla kamiennego. Moja rodzina jednak pracuje w piekarni. Mam dwoje braci Jacobsa oraz Mattiego. Moja mama to Elizabeth. Jest blondynką średniego wzrostu. Nienawidzi mnie. Przynajmniej takie mam wrażenie. Faworyzuje moich braci, zresztą nie dziwię się jej. Mój tata nazywa się Adam. To miły człowiek, który zawsze pomoże, bez względu na to kim jest. To jedyna osoba której bezgranicznie ufam.
Jeśli chodzi o inne dystrykty, to mało o nich wiemy. W szkole uczą nas jedynie podstaw matematyki, gramatyki, przyrody oraz przedmiotu zawodowego, czyli górnictwa. Gdybym mógł, wybrał bym zupełnie inny kierunek. Uwielbiam zdobić torty. To jedyna rzecz w której Kapitol nie ingeruje w to co robię. Nienawidzę go, nienawidzę Igrzysk i wszystkich którzy je popierają.
Mam dużo znajomych. Zawsze, kiedy przychodzę do szkoły witają mnie z entuzjazmem. Niestety maleje z każdym tygodniem przybliżającym nas do Głodowych Igrzysk. Wiemy, że gdy wrócimy do szkoły będzie nas mniej o jedną dziewczynę i o jednego chłopaka. Na kogo tym razem trafi?
Awwwrrr ; 3
Witam witam xD
To mój drugi blog o Igrzyskach ;)) Mam w planach opisać igrzyska z perspektywy Peety ; 3 Więc z góry uprzedzam że chcę aby wszystko pasowało z książką ;) Także niektóre teksty będą takie same jak w książce, ale przemyślenia zupełnie swoje ;) Także mam nadzieję że wam się spodoba ^^
~ Sabina xD


Mój poprzedni blog: