sobota, 17 maja 2014

ROZDZIAŁ 4

-Pomożesz mi? -pytam Katniss wskazując na wymiotującego Haymitcha. Podchodzimy do niego i  staramy się pozostawić w brzuchach naszą kolację.
-Ohyda- komentuje Katniss. Zgadzam się z nią w stu procentach. Zgodnie bierzemy go pod pachy i stawiamy do pionu.
-Potknąłem się? Coś tu śmierdzi. - komentuje, na co prycham śmiechem. Widzę, jak ręką wyciera resztki wymiocin, które pozostały na twarzy.
-Odprowadzimy pana do przedziału. Spróbujemy pana oczyścić -proponuję. Katniss twierdząco macha głową, Haymitch natomiast postanawia uciąć sobie drzemkę. Zaciągamy go do łazienki i stawiamy przed wanną.
-Dzięki. Dalej sam sobie poradzę. -próbuję grzecznie wyprosić dziewczynę z pokoju. Nie widzę sensu aby pozostała tu ze mną. To... z pewnością byłaby krepująca dla niej sprawa. A po za tym... Chyba nie darzy mnie specjalną sympatią.
-Nie ma sprawy. Mogę przysłać Ci do pomocy kogoś
z Kapitolu- proponuje
-Nie, nie chce ich tutaj -odpowiadam chłodno. Ostatnie co chcę dzisiaj widzieć to pracowników Kapitolu. Doskonale wiem, że pochodzą z dystryktów (a więc są jednymi z nas) i zostali zmuszeni do ciągłego usługiwania nam, udawania że nic się nie dzieje. Widzę jak Katniss wychodzi z pokoju i posyła mi nikły uśmiech na pożegnanie. "Dobre i to" - myślę.
Zdejmuję wszystkie ubrania leżące na Haymitchu, rzucam je na podłogę i wkładam go do wanny. Starannie namydlam jego ciało a moje nozdrza dziękują mi z ulgą. Dlaczego? To jak Haymitch pachnie można by porównać do stajni Augiasza. Już wolę wąchać perfumy Effie niż po kolanach brodzić w wymiocinach. Gorącą wodą spłukuję resztę mydlin. Kiedy nakładam kolejną warstwę mydła rozmyślam o Katniss. Ja, obwiniam cały świat za nieszczęścia jakie mnie spotkały,  kiedy ona cały czas stoi z tym swoim stoickim spokojem. Jest niesamowita. Ma wyjątkowy charakter. Coś czego mi brakuje. A dla mieszkańców Kapitolu.. chyba ... właśnie to się liczy? Jest zwyciężczynią. Nawet moja matka tak stwierdziła. Nie mówiła o mnie. A skoro nie o mnie była mowa ... to o kim?  Może powinien spełnić wolę matki i w jakimś stopniu pomóc jej wygrać? Kiedy spłukuję resztki balsamu z magnolii Haymitch niewiedzący co się dzieje nerwowo łapie mnie za koszulę.
-Spokojnie, to tylko ja. - czuję, jak jego uścisk stopniowo się rozluźnia- chyba musi pan ograniczyć alkohol. -sugeruję
-Nie tobie to oceniać - gniewnie rzuca w moją stronę. - Nie musisz być taki dla mnie. I tak czeka cię nieugięta możliwość bliskiej śmierci a ja ... ja jestem ostatnią osoba która może Ci pomóc.- "pokrzepiające"-myślę
-Jeśli o to panu chodzi to... Nie robię tego z litości albo "podlizania się" panu ...
-Każdy tak mówi. Udowodnij. -łobuzersko się uśmiecha
-Więc... Na igrzyskach może przeżyć jedna osoba.-czy on mnie w ogóle słucha?- Jak słusznie pan zauważył wygrać może tylko jedna osoba. -powtarzam głośniej- chcę aby tą osobą była Katniss. Ma dla kogo żyć i chciałbym...
-Ooo...-przerywa mi- Więc chcesz aby nasza mała "pyskula" uszła z życiem? No nie... nie wierzę... Co roku dostaję dziwne propozycje ale ta! No nie... ona bije wszystkie o głowę! Już Cię lubię!- nie wiem co to ma znaczyć ale czuję że Haymitch nie pomoże mi w moim planie. Postanawiam jednak dać mu szansę i pozwalam mu realizować jego plan.
-Niech pan się ubierze a ja zaniosę te ubrania do pralni -proponuję
-Daj mi to przemyśleć...daj mi to przemyśleć...-mówi- zapłaci za to-dodaje ciszej
-słucham? -nie wiem czy to alkohol czy on tak zawsze się zachowuje
-eee nic. Jutro powiem Ci co wymyśliłem... Widzimy się rano.-macha ręką i nalewa whisky do szklanki. 
-Dziękuję, do zobaczenia- łapię brudne ubrania i kieruję się ku wyjścia. Jedyne co słyszę to jego ciche pomrukiwanie: "oni ich pokochają" Kogo? Nie mam siły myśleć o tym. Grzecznie oddaję do pralni brudne ubrania i kieruję się do swojego przedziału. Biorę szybki prysznic, a z szafy wyciągam przypadkową pidżamę. Ledwo kładę się do łóżka, a Morfeusz raczy mi na nowo przeżywać cały dzisiejszy dzień.

&*&
-Uciekaj, no na co czekasz?! Katniss uciekaj !
&*&


-Peeta! Peeta wstawaj! No już! Dzisiaj przed nami  wielki, wielki dzień! -kapitolka ściąga ze mnie pościel i posyła mnie do łazienki
-dla mnie wielkim dniem byłby powrót do domu. To co tutaj się dzieje mógłbym jedynie określić ...wielkim koszmarem-stwierdzam ponuro
-pesymista! Kto wie, a może ty za dwa tygodnie będziesz się kąpać w pieniądzach! Jak ja! Hahahahaha -Effie śmieje się tak głośno że odechciewa mi się już spać.  Czy ona w ogóle ma rozum?
Idę do łazienki i próbuje się ogarnąć.  Nakładam pierwszą lepszą koszulkę oraz spodnie i kieruje się ku wagonu restauracyjnego. 
Z daleka słyszę już piskliwy głos kapitolki.
-witam witam naszego Romea!- woła Haymitch. Romeo? O co mu chodzi?-proszę siadaj!- uśmiecha się - myślałem nad tym ... no wiesz - mówi po czym głową macha w stronę przedziału Katniss
-domyślam się -uśmiecham się po czym kieruję wzrok na suto zastawiony stół.  Łapię za bułkę oraz marmoladę. Od razu zatapiam swoje zęby w bułce- więc... Co pan wymyślił ?
-spokojnie spokojnie... -macha ręką-bo jeszcze nasza kruszynka usłyszy! -śmieje się na cały głos
-jaka kruszynka?  -pyta Effie po czym głośno zaczyna przeklinać. Na jej sukience widnieje kilka czarnych plam po kawie. Haymitch znowu głośno się śmieje. Nie powiem, widok rozzłoszczonej kapitolki także mnie rozśmieszył. Poważnieje jednak, kiedy do przedziału wchodzi Katniss. Nie wiem co zrobić.  Zakłopotany łapię za bułkę i wkładam do niej plasterek szynki. 
-Chodź, siadaj!  -woła Haymitch
Katniss niepewnie siada obok naszego mentora a obsługa od razu stawia przed nią góry omletów, gotowanych jajek i tostów. Jeśli dzisiaj znowu będziemy tyle jeść co wczoraj nasze brzuchy pękną. Z drugiej strony jesteśmy tak chudzi że nasze ciała potrzebują trochę wzmocnienia. Kiedy kończę swoją bułkę, widzę jak Katniss przygląda się brązowemu napojowu
-to gorąca czekolada- wskazuję na napój - smaczna- dodaję.
Także biorę do ręki kubek gorącej czekolady a resztki bułki która mi została maczam w napoju. Kiedy kończymy śniadanie, a nasze brzuchy są pełne Katniss zwraca się do Haymitcha.
-Podobno ma pan udzielać nam rad-niepewnie rzuca w jego stronę
-Oto rada. Nie dajcie się zabić -odpowiada, po czym śmieje. Jedyne co wyczuwam w jego głosie to ironię. Wymieniam niepewne spojrzenia z Katniss. Nie mija sekunda a odwraca wzrok. Co ze mną jest nie tak? Na upust swoich emocji mówię do Haymitcha tym samym głosem:
-Jakie to śmieszne- już lepiej poradziłaby sobie moja mama w roli mentorki. Do tego ten alkohol. Wytrącam szklankę z trunkiem z ręki mentora. Ten jakby przygotowany na mój ruch przechyla ręką w prawą stronę i zahacza o mój nadgarstek. Szklanka rozpryskuje się na kilka części, a alkohol rozlewa się na cały przedział. - ale nie dla nas - dodaję jeszcze bardziej zdenerwowany.
Haymitch z niedowierzaniem spogląda w moją stronę. Tylko przez chwilę ... bo zaraz po tym czuję, jak poważnie  obrywam w szczękę. Zamykam oczy i przygotowuję się na kolejny cios tyle że nie następuje. Otwieram je jednak kiedy słyszę dźwięk wbijającego się noża do stołu. Spoglądam w stronę Katniss z nie dowierzaniem, bo ta bez żadnych wyrzutów sumienia trzyma nóż między palcami mentora.
-I co to ma być?-pyta. -W tym roku trafili mi się wojownicy?
Czuję jak skóra na policzku mnie pali, więc kieruję się w stronę pojemnika z lodem. Drogę zagradza mi jednak Haymitch, który tylko dodaje: "Nie, niech się zrobi siniak. Widzowie uznają, że wdałeś się w bójkę z innym trybutem, zanim jeszcze wszedłeś na arenę"
-To wbrew zasadom -odpowiadam po czym siadam na kanapie poza zasięgiem dłoni mentora
-Tylko jeśli cię przyłapią. Siniak będzie świadczył o tym, że walczyłeś, a w dodatku nie dałeś się złapać. Dobrze się składa. -teatralnie przewraca wzrok ku Katniss- Potrafisz zrobić z tym nożem coś więcej poza dziurawieniem stołu?
Zaczyna się - myślę. Katniss wstaje, zabiera nóż i macha nim w różne strony. Na koniec rzuca nim w ścianę i odwraca się w stronę mentora. On, widząc popisy dziewczyny macha w naszą stronę.
-Przejdźcie tu. Oboje- mówi. Posłusznie podchodzę do niego bo nie chcę, aby inna moja część ciała oberwała. Haymitch uważnie na nas patrzy po czym chwyta raz to moje barki a raz mięśnie przedramienia Katniss. -Nie jesteście bez szans. Chyba macie niezłą kondycję. Po wizycie zrobi się z was atrakcyjna para. Haymitch wyraźnie chce coś dodać. Obserwujemy jego zachwanie i zastanawiamy się co się z nim dzieje. Po chwili jednak staje i gapi się na nas tym swoim wzrokiem.
-dobra, dogadajmy się -mówi -wy nie będziecie przeszkadzać mi pić, a ja będę na tyle trzeźwy, żeby wam pomóc.  Musicie tylko robić dokładnie to, co wam powiem.
Tylko czy my przeżyjemy jego propozycje... widząc zdezorientowaną minę Katniss zgadzam się na jego warunki.
Katniss chyba chce zbadać intencje Haymitcha, bo za chwilę dodaje:
-Skoro ma pan nas wspierać, to proszę powiedzieć, co powinniśmy zrobić na arenie. Jaka jest najlepsza strategia przy Rogu Obfitości, jeśli ktoś ...
-Po kolei. Za kilka minut wjedziemy na dworzec. Styliści wezmą was w obroty i nie spodoba wam się to, co zobaczycie w lustrze. Mimo wszystko nie protestujcie.
Chwilę ... nie spodoba nam się? co to może znaczyć?
-zaraz, zaraz ... - Katniss próbuje wytłumaczyć sytuację
-Żadne zaraz. Nie wolno wam protestować - powtarza Haymitch.
Nie daje nam już o nic więcej zapytać, bo ucieka do innego przedziału z butelką wina. Przez chwilę jedziemy w ciszy trawiąc jego słowa. Światło gaśnie i pociąg wjeżdża do tunelu. Stoimy w ciemności o wiele za długo. Kiedy niespodziewanie zaczynam myśleć jak głęboko znajdujemy się pod ziemią,
światło błękitnego nieba ślepi nas prosto w oczy. Podbiegamy do okna i przyglądamy się stolicy Panem. Ogromne budynki, okazałe wieżowce. Próbuję nasycić się tym widokiem, niestety prędkość pociągu mi to zakłóca. Pojazd wjeżdża na peron, a grupa ludzi ubranych w jaskrawych ubraniach wiwatuje na naszą cześć. Katniss oddala się od okna, a ja uważnie przyglądam się mieszkańcom Kapitolu.
Kiedy mnie widzą, machają w moją stronę i krzyczą swoimi piskliwymi głosami. Odmacham im z uśmiechem po czym spoglądam na dziewczynę. Czuję jej palący wzrok na mojej ręce. 
-Kto wie? Ktoś z nich może być bogaty. -wzruszam rękami i z powrotem wbijam wzrok w szybę. Nie mogę dłużej znieść dziwnego zachowania Katniss. Pomagam jej a ona to ignoruje. Może czas pomyśleć o swoich życiu?