Próbuję przezwyciężyć ochotę pozostania w łóżku. Dziś, jeden z nielicznych dni wolnych od pracy. Niestety w zawodzie piekarza nie ma chwili wytchnienia. Ciepło płynące z wnętrza kołdry wypełnionej silikonem zwycięża. Zamykam oczy i odpływam. Ledwo zdążę się opamiętać, a mniejsza wskazówka zegara zbliża się do cyferki z numerem 5. 4:45, cudownie- myślę. Szybko wyskakuję z łóżka i ubieram ubranie robocze. W piekarni miałem być godzinę temu. Konsekwencje będą nieuniknione. Tak! Oto ja, Peeta Mellark, głodzony przez Kapitol i bity przez własną matkę! "Ogarnij się" - myślę. "To nie w twoim stylu. To wszystko przez dzisiejszy dzień.Tak, każdy tak ma"- próbuję usprawiedliwić swoje zachowanie.
Kiedy docieram do piekarni od razu słyszę kroki matki.- Tym razem Ci odpuszczę - jej słowa, jak zwykle surowe, wypowiadane zawsze tym samym chłodnym głosem.-nie dzisiaj.- dodaje i ucieka do stanowiska wyrabiania kruchego ciasta. Podchodzę do jednego z naszych piecy. Pogrążony pracą rozmyślam co przyniesie dzisiejszy dzień oraz o odmiennym zachowaniu matki.
"Jej zachowanie jest w pełni wytłumaczalne" -myślę. Dziś dożynki. Są nieodłącznym elementem głodowych igrzysk. Sprawa tej "imprezy" jest prosta. Każdy z dwunastu dystryktów ma obowiązek dostarczyć daninę w postaci dwojga uczestników, chłopaka i dziewczyny. Zostają wylosowani w dniu dożynek,
czyli dzisiaj dokładnie o godzinie 14:00. Osoby te stają się trybutami, trafiają na arenę gdzie walczą o swoje życie. 23 osoby podczas pobytu na arenie umierają, jedna uchodzi z życiem.Dlaczego powstały głodowe igrzyska? Ponad wiek temu te państwo nazywało się inaczej. W Ameryce Północnej wystąpiło wiele katastrof takie jak: susze, pożary i wiele innych strasznych rzeczy. Każdy walczył o przetrwanie. Wiele osób biło się o resztki jedzenia. W wyniku tego powstało państwo w którym żyjemy. Radość ludzi z powodu dobrobytu nie miała końca. Lecz państwo te było zachłanne i podczas Mrocznych Dni utworzyło trzynaście dystryktów. Ostatni, nie zgodził się na to, co skończyło się dla nich brutalnie. Zdetonowali cały dystrykt. Reszta mieszkańców w Panem z obawy przed podobnymi czynami Kapitolu zgodziła się. Władze państwa nie mogły pozwolić na podobne czyny, dlatego utworzyli więc Traktat o zdradzie. Kapitol utworzył umowę z dystryktami. On, da im spokój oraz nowe prawa, ale w zamian dla przypomnienia, że mroczne dni nigdy nie mogą się powtórzyć, co rok będą organizować Igrzyska.
Okrutne, ale nikt ani nic tego nie zmieni. Kapitol jest niezniszczalny i każdy o tym wie.
-Jak się czujesz? -z rozmyśleń wyrywa mnie mój ojciec.
-Tak jak każdy dzisiaj. Mam złe przeczucie że trafi na kogoś kogo kocham-wyznaję
-Nie mów tak! Wszystko będzie dobrze. -przytula mnie i całuje w czoło.- a teraz zmykaj do domu na śniadanie. Dokończę pracę za ciebie
-Ale mama ...- próbuję mu przypomnieć o poprzedniej sytuacji wyręczenia mnie z pracy.
- Dzisiaj nawet ona to zrozumie. Peeta.- zmienia ton głosu na niższy.- Spróbuj ją zrozumieć. To był dla niej ciężki okres. Dwa miesiące temu zmarła jej matka... a wiesz, ile dla niej znaczyła. Obiecuję Ci, że z nią porozmawiam.
-Rozumiem, dzięki tato
-Masz, trzymaj bułki, dopiero co wyciągnąłem z pieca.
-Ale mama ...- próbuję mu przypomnieć o poprzedniej sytuacji wyręczenia mnie z pracy.
- Dzisiaj nawet ona to zrozumie. Peeta.- zmienia ton głosu na niższy.- Spróbuj ją zrozumieć. To był dla niej ciężki okres. Dwa miesiące temu zmarła jej matka... a wiesz, ile dla niej znaczyła. Obiecuję Ci, że z nią porozmawiam.
-Rozumiem, dzięki tato
-Masz, trzymaj bułki, dopiero co wyciągnąłem z pieca.
Dla piekarza nie powinno być to nowością. Wiele ludzi sądzi, że nie doskwiera nam głód. Nie wiele osób jednak wie, że nie możemy jeść tego co produkujemy w piekarni. Dostajemy je dopiero w ostatnim dniu daty spożycia. A to, nie dobrze wpływa na nasz żołądek.
Około godziny 10:00 wychodzę z piekarni. Zawracam, jednak bo z naprzeciwka pojawiają się dwie znane mi sylwetki. Katniss Everdeen oraz Gale Hawthorne, jej towarzysz w polowaniach. Wskakuję na jedną z skrzynek i podpatruję ich przez małe okienko w drzwiach. W ręku trzymają tuzin ryb, torbę (chyba z zieleniną) oraz poziomki. Znowu tam byli - myślę. Wiele razy rozmyślałem już na temat przekroczenia dwunastego dystryktu. Zawsze jednak, kiedy dochodziłem do polany ogarniał mnie paniczny strach i biegiem wracałem do domu. Ona robi to regularnie. Nie boi się, chyba niczego.
Około godziny 10:00 wychodzę z piekarni. Zawracam, jednak bo z naprzeciwka pojawiają się dwie znane mi sylwetki. Katniss Everdeen oraz Gale Hawthorne, jej towarzysz w polowaniach. Wskakuję na jedną z skrzynek i podpatruję ich przez małe okienko w drzwiach. W ręku trzymają tuzin ryb, torbę (chyba z zieleniną) oraz poziomki. Znowu tam byli - myślę. Wiele razy rozmyślałem już na temat przekroczenia dwunastego dystryktu. Zawsze jednak, kiedy dochodziłem do polany ogarniał mnie paniczny strach i biegiem wracałem do domu. Ona robi to regularnie. Nie boi się, chyba niczego.
Kiedy znikli z mojego pola widzenia, wychodzę z piekarni i biegiem wracam do domu. Pośpiesznie jem śniadanie ( co było trudne, bo każdy kęs powodował, że tkwił mi w gardle), myję się i przebieram w odświętne ubranie. Dlaczego akurat takie? To kolejny warunek Kapitolu. Mamy traktować Igrzyska tak samo jak np. święta. Żałosne.
Punktualnie o pierwszej wyruszamy na rynek pałacu sprawiedliwości. Ja, z moim młodszym bratem idziemy podpisać się na liście obecności. Pozostali członkowie mojej rodziny podchodzą do wytyczonego dla nich sektora. Jako że mam 16 lat stoję w samym środku gromady chłopaków w wieku od 12 do 18 roku życia. Rozpoznaję twarze moich znajomych. Niezauważalnie kiwam im głową na powitanie, po czym mój wzrok kieruję na wypastowane buty. Tuż przed godziną 14:00 plac jest już zapełniony.
W końcu postanawiam popatrzeć na wybudowaną wczoraj scenę.
Stoją tam trzy fotele, mównica oraz dwie szklane kule (rzecz jasne w jednej z niej znajduje się pięć kartek z moim nazwiskiem). W pierwszym fotelu zasiada burmistrz naszego dystryktu, w drugim Effie Trinket, opiekunka trybutów. Typowa kapitolka. W tym roku ma różowe włosy oraz zielony kostium. W trzecim fotelu powinien zasiąść nasz mentor, Haymitch. Z pewnością teraz pije i śpiewa serenady na swoją cześć. Na mównicę wkracza burmistrz. Opowiada o dziejach naszego państwa. Nie mogę tego słuchać. Aby czymś się zająć nerwowo zaczynam kopać w mały kamyk, który leży obok mojej prawej stopy, do momentu gdy huk opadającego ciała na ziemię przeszywa moje ciało. To Haymitch Abernathy. Z trudem wstaje i opada na fotel wypełniony aksamitem.
Kiedy słyszę niemrawe oklaski swój wzrok kieruję ku kapitolki i uważnie śledzę każdy jej krok. Effie powędrowała na środek mównicy wymawiając swoje sławne: " Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja!" Wzdycham ciężko i spoglądam na moją rodzinę. Ojciec, jak zawsze zamartwia się nami. Mama nawet nie miała odwagi spojrzeć na scenę, a co dopiero na nas. Ponownie patrzę na scenę. Kapitolka podążała już do jednej z szklanych
kul. Rzuciła tylko "Damy mają pierwszeństwo" i od razu zatopiła rękę w stos karteczek łapiąc jedną z samego dołu. Wszyscy zgodnie wstrzymujemy oddech i czekamy na wyrok. Na te słowa jednak nie byłem przygotowany.
- Primrose Everdeen
W końcu postanawiam popatrzeć na wybudowaną wczoraj scenę.
Stoją tam trzy fotele, mównica oraz dwie szklane kule (rzecz jasne w jednej z niej znajduje się pięć kartek z moim nazwiskiem). W pierwszym fotelu zasiada burmistrz naszego dystryktu, w drugim Effie Trinket, opiekunka trybutów. Typowa kapitolka. W tym roku ma różowe włosy oraz zielony kostium. W trzecim fotelu powinien zasiąść nasz mentor, Haymitch. Z pewnością teraz pije i śpiewa serenady na swoją cześć. Na mównicę wkracza burmistrz. Opowiada o dziejach naszego państwa. Nie mogę tego słuchać. Aby czymś się zająć nerwowo zaczynam kopać w mały kamyk, który leży obok mojej prawej stopy, do momentu gdy huk opadającego ciała na ziemię przeszywa moje ciało. To Haymitch Abernathy. Z trudem wstaje i opada na fotel wypełniony aksamitem.Kiedy słyszę niemrawe oklaski swój wzrok kieruję ku kapitolki i uważnie śledzę każdy jej krok. Effie powędrowała na środek mównicy wymawiając swoje sławne: " Wesołych Głodowych Igrzysk! Niech los zawsze wam sprzyja!" Wzdycham ciężko i spoglądam na moją rodzinę. Ojciec, jak zawsze zamartwia się nami. Mama nawet nie miała odwagi spojrzeć na scenę, a co dopiero na nas. Ponownie patrzę na scenę. Kapitolka podążała już do jednej z szklanych
kul. Rzuciła tylko "Damy mają pierwszeństwo" i od razu zatopiła rękę w stos karteczek łapiąc jedną z samego dołu. Wszyscy zgodnie wstrzymujemy oddech i czekamy na wyrok. Na te słowa jednak nie byłem przygotowany.
- Primrose Everdeen





Uwielbiam :)
OdpowiedzUsuń<3
Tak jak w książce! :3
OdpowiedzUsuńKocham Cię Fabianku! < 333333333
Czekam na nn ♥
Nareszcie ktoś pisze Igrzyska "oczami Peety" i pisze je FENOMENALNIE.
OdpowiedzUsuńDodaję do obserwowanych i liczę na to, że następny rozdział pojawi się już nie długo ;)
Weny! <3
Fajnie piszesz, podoba mi się :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
http://kto-jest-wrogiem.blogspot.com/
http://piatek-trzynasty.blogspot.com/
Jeszcze raz powtarzam: świetnie piszesz :D
Super blog <3 Zawsze chciałam przeczytać Igrzyska z perspektywy Peety :*
OdpowiedzUsuńSzpileczka :*
I znowu bardzo fajnie ale znalazłem 2 błędy (nie traktuj mnie jako kolesia który czepia się o wszystko, po prostu chcę ci pomóc aby blog był jeszcze lepszy.) Po pierwsze:"W trzecim fotelu powinien zasiąść nasz mentor, Haymitch." Peeta wtedy nie wiedział,że Haymitch będzie ich mentorem więc błąd rzeczowy. A drugi to błąd językowy:"OJCU jak zawsze zamartwiał się nami." powinno być ojciec. Ale poza tym blog naprawdę świetny. (mam nadzieję,że to przeczytasz.
OdpowiedzUsuńCo do tego mentora ...
UsuńMiałam na myśli dystrykt 12, nie Peete :)
A co do drugiego to dzięki, zaraz to poprawię :))
Poprostu źle przepisałam słowo z kartki ;))
Jeszcze raz dziękuję ; 3