niedziela, 4 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 5

Strażnicy pokoju wprowadzają mnie do specjalnej sali z numerem 12b. Nie wiem dlaczego, ale ta scena bardzo przypomina mi wprowadzenie więźnia do celi. Odwracam się i zdaję sobie sprawę, że Katniss nie ma obok mnie. Nie ma nikogo. W niewielkim pokoju stoi tylko rozkładany fotel oraz mała, prowizoryczna łazienka, z prysznicem. Niepewnie siadam na specjalnym fotelu  i czekam. Haymitch powiedział nam, że styliści zmienią nas nie do poznania. Zastanawiam się, co ludzie sądzą o moim wyglądzie. Zawsze uważałem, że nie ważne jest jak człowiek wygląda,  tylko jaki jest dla innych. Tak mówił mój ojciec, więc zawsze wierzyłem w te słowa. Teraz zastanawiam się w ich wiarygodność. Nie jestem przystojny, a to obniża moje szanse w zdobyciu sponsorów. Zdaję sobie sprawę, że tutejsi ludzie są tak płytcy, że oceniają nas w zaledwie sekundę.
Do sali wchodzą stylistki. Ciągną za sobą trzy wielkie walizki, zakładam się sam ze sobą, że są wypełnione kosmetykami. Rozkładają całą zawartość walizek na podłogę i zaczynają się mi przyglądać. Przykładam ręce wzdłuż ciała i spoglądam na kapitolki. Są to trzy dziewczyny, które wyglądają identycznie. Zastanawiam się ile mają lat. Ich skóra na twarzy jest dziwnie naprężona, zapewne na skutek licznych operacji plastycznych. Dziewczyny dalej mi się przyglądają. Po chwili, cisza jest tak krępująca, że muszę się odezwać.
-Jesteście trojaczkami? -pytam w końcu.
Kapitolki spoglądają na siebie i wybuchają śmiechem. Mam wrażenie, że powiedziałem coś głupiego. Stoję i przyglądam jak się śmieją. Nie, one się nie śmieją. To pisk. W końcu opanowują się, a jedna wyciera swoje łzy.
-Nie jesteśmy siostrami, ani nawet rodziną. Od dzieciństwa przyjaźniłyśmy się ze sobą i ... chciałyśmy wyglądać tak samo.

Nigdy w życiu nie słyszałem nic głupszego.
-To bardzo ... -nie wiem jakiego określnika użyć- zobowiązujące z waszej strony. -nie wiedzą o co mi chodzi - no wiecie... wyglądacie tak samo, musiałyście się bardzo lubić, aby pozbyć się waszych atutów i wyglądać tak samo.
Dziewczyny przytulają się do siebie i odpowiadają chórem "Na zawsze". Ta scena przyprawia mnie o mdłości.
-Jeszcze się nie przedstawiłyśmy. Jestem Anabell, a to Fukcja oraz Qella- wskazuje ręką na swoje przyjaciółki. -Musimy Cię doprowadzić do stanu bazowego zero. Zaczynajmy, jesteś taki zarośnięty, że możemy nie wyrobić się do wieczora! Szybko dziewczyny, jeju! My tutaj rozmawiamy, a co powie Portia, kiedy on będzie niedoprowadzony do porządku? Za mało czasu, za mało! -piszczy Anabell
 Kiedy dziewczyna pcha mnie pod prysznic pytam:
-Co to ten ..."stan bazowy zero"?
-Stan, kiedy ... FUKCJO! Co ty robisz?! Miałaś dodać dwie krople Emoxyfentu! Szybko, szybko! A gdzie ta niebieska fiolka?! Jeju, JA TU ZWARIUJĘ!

 -To wiele wyjaśnia... -prycham
Po kilku godzinach jestem już umyty a wszelkie włoski z mojego ciała zostały usunięte. Moje włosy zostały lekko wyrównane, bo jak to stwierdziła Qell "nawet ślepy lepiej by je zrobił".
Kapitolki spoglądają na moje nagie ciało wyraźnie usatysfakcjonowane. Żegnają się ze mną i informują mnie, że za parę chwil przyjdzie Portia. Ubieram na siebie szlafrok i czekam.
Nie mija kwadrans a do sali wchodzi Portia. Kolejna kapitolka, nie wytrzymię... ma blond włosy oraz mocny różowy makijaż. Kiedy zamyka za sobą drzwi jej kapitoliński uśmieszek zmienia się w znużoną, zmęczoną minę. Uświadamiam sobie, że nie jest taka jak inni.
-Cześć, mam na imię Portia i będę twoją stylistką. Razem z Cinną,

czyli stylistą Katniss wywnioskowaliśmy, że mamy dość tych stereotypowych myśli na temat waszego dystryktu. Co wy jacyś inni? Pfff, jesteście więcej warci niż Ci z "jedynki" czy "dwójki". Gdyby ludzie w końcu ruszyli tymi swoimi mózgami to zrozumieliby, że dzięki wam jest im ciepło w ich zadki!-bulwersuje się Portia.
-Nie jesteś taka jak inni... -mówię. Ona widocznie gardzi Kapitolem.
-No jasne! Tylko siedzę cicho kiedy muszę. - uśmiecha się łobuzersko- ale wracając do tematu. Ubierzemy was w coś odjazdowego także... nie musisz się martwić. W tamtej szafie masz cały kostium - wskazuje na pobliską małą szafę -ubierz się szybko i zjedź windą na parter. Za pół godziny ceremonia!
Podchodzę do szafy i wyciągam czarny kostium a ściślej mówiąc, kombinezon. Kiedy zakładam go, spostrzegam, że zakrywa całe moje ciało. Zakładam długie, czarne buty a na plecy równie długą, żółto-pomarańczowo-czerwoną pelerynę. Do tego czarna czapka na głowę. Szybko wychodzę z pokoju i kieruję się do windy. Tam czeka na mnie Portia.
-Zaczekaj chwilkę. Pewnie zastanawiasz się co to ma wspólnego z górnictwem.-Rzeczywiście, kostium bardziej przypomina superbohatera niż górnika.- Przed twoim wjazdem na rynek zapalimy twoje ubranie. Super nie? - Portia uśmiecha się do mnie i zostawia mnie z oszołomionym wyrazem twarzy.
CO?! Mam spłonąć żywcem, aby spodobać się publiczności?! To chyba jakiś sen!
Oszołomiony wchodzę do windy a kiedy się otwiera, od razu kieruję się do naszego rydwanu. Katniss patrzy na mnie niepewnie. Z jej miny wynika, że także dowiedziała się już że istnieje wielkie prawdopodobieństwo że spłoniemy. Kiedy wszyscy się oddalają, widzę jak Katniss zbliża się do mnie i szepcze mi do ucha.

-Co o tym myślisz?-spoglądam na nią- O ogniu?
-Zedrę z ciebie pelerynę pod warunkiem, że ty zedrzesz moją - odpowiadam
-Umowa stoi.-Katniss przygląda się mojemu stroju- Mam świadomość, że obiecaliśmy Haymitchowi robić to, co nam każą, ale chyba nie wziął pod uwagę wszystkich okoliczności.
Haymitch, zabiję drania.

-Gdzie on właściwie znikł? -pytam -Czy nie powinien nas bronić przed takimi niebezpieczeństwami?
-Jest przesiąknięty alkoholem, że raczej nie powinien się zbliżać do ognia. - stwierdza Katniss.
Spoglądam na Katniss po czym zaczynam się śmiać.Wiem, że to głupie śmiać się w takiej sytuacji, ale w zasadzie zostały mi jakieś dwa tygodnie życia więc, dlaczego nie?
Muzyka zagłusza nasz śmiech. Pierwsze rydwany zaczynają się poruszać w kierunku rynku. Spoglądam na pozostałych trybutó. Jedynka, dwójka... Jak ja
zdołam uratować Katniss przed tymi ludźmi? Kiedy rusza jedenasty powóz podchodzi do nas Cinna z pochodnią.
-Pora na nas. -Kieruje pochodnię na moją pelerynę-Udało się- wzdycha z ulgą. Zastanawiam się, co by powiedział, kiedy by mu się nie udało. Odpędzam ta myśli, kiedy rydwan z impetem rusza do przodu.-Cinna szybko dodaje- Pamiętajcie, głowy wysoko. Uśmiech na twarzach. Publiczność się w was zakocha!- Cinna zeskakuje z rydwanu. Odwraca się do wyjścia, po czym nagle wzdryga się i zaczyna do nas krzyczeć. Wiedząc, że nic nie słyszymy pokazuje na swoje ręce.
-O co mu chodzi? -pyta Katniss
-Chyba chce, żebyśmy się wzięli za ręce- sugeruję. Spoglądam na Katniss. Mocno łapię ją za rękę i patrzę jak się prezentuje.

Wygląda, niesamowicie. Nie, nie tak niewinnie, kiedy śpiewała piosenki w pierwszej klasie. Wygląda raczej jak kobieta, która niczego się nie boi. Katniss wzmacnia uścisk, a drugą ręką zaczyna machać do publiczności. Naśladuję ją i robię to samo.Widzę, jak wszyscy skandują nasze imiona. Nagle zauważam, że wszyscy wpatrują się nie na mnie, tylko na moją towarzyszkę. Widocznie zabawia publiczność. Nie mam jej tego za złe, wręcz przeciwnie, podziwiam ją. Kiedy docieramy na rynek Katniss rozluźnia uścisk. Nie chcę ją puścić, dlatego szybko wymyślam jakąś przyczynę.
-Nie puszczaj mnie.-mówię-Proszę Cię. Mógłbym spaść na ziemię.-Nie, chcę ją przez chwilę tylko dla siebie. Niestety nigdy nie będzie moja.
-W porządku- zgadza się.
Przez chwilę macham jeszcze publiczności, po czym zdaję sobie sprawę, że jesteśmy na rynku. Spoglądam na balkon, jakieś 20 metrów nad nami. Z balkonu patrzy na nas prezydent Snow. Wygłasza swoją mowę, która szczerze mówiąc jest taka sama co w zeszłym roku. Kiedy kończy rozbrzmiewa hymn naszego kraju i ceremonia się kończy. Docieramy do ośrodka szkoleniowego a Katniss rozwiązuje nasze splecione dłonie. Machinalnie masujemy ręce.

-Dzięki, że mnie trzymałaś. Czułem się trochę niepewnie. -wyznaję cicho
-To się nie rzucało w oczy. Nikt nic nie zauważył, idę o zakład.-Nie zauważył, bo tak nie było.
-A ja idę o zakład, że ludzie zauważyli tylko Ciebie. Powinnaś częściej stawać w płomieniach. Z ogniem Ci do twarzy.- uśmiecham się nieśmiało. Tak, to komplement...chcę żeby wiedziała ... po prostu...
Spodziewam się tego, że odejdzie bez słowa, może się uśmiechnie albo co gorsza mnie pobije. Lecz ona nieoczekiwanie podchodzi do mnie, wspina się na palce i całuje w policzek. Kiedy odchodzi, dalej czuję przyjemne ciepło na moim policzku.

2 komentarze:

  1. Super ze wrocilas! Czekam na next *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy kolejny rozdział?! Super się zapowiada i jest ciekawie! Proszę napisz coś! :(
    ~ Lotopałanka ^^

    OdpowiedzUsuń